Okołoksiążkowo

Jakich faktów moralnych prawica nie rozumie (w kontekście książkowym)? – okołoksiążkowo

Dzisiaj pierwszy raz od bardzo dawna wszedłem sobie na FB. Od pewnego czasu nie korzystam z tej sieci społecznościowej (podobnie jak z Twittera, ostatnio jestem zafascynowany Mastodonem), ale poinformowano mnie, że miała miejsce pewna, mówią oględnie, gównoburza, która mogłaby mnie zainteresować, tak więc ją sobie wyszukałem.

[Dla ciekawskich – gównoburza dotyczyła śmierci Mai Lidii Kosakowskiej i tego, jak zdaniem pewnym, em… „lewicowców” (może użyjmy tego słowa z braku lepszego?) należy się „cieszyć, bo zginęła jedna homofobka, a drugi homofob będzie miał traumę na resztę życia” czy coś (…?). Oskarżenia dotyczyły także patriarchatu i anty-feminizmu, ale tak to można streścić, bez wchodzenia w szczegóły.

Mam nadzieję, że nie muszę mówić, czemu takie słowa są nie na miejscu, nawet, jeśli rozumiem, że Kossakowską można krytykować? Znaczy, mógłbym się o tym w sumie rozpisać, ale byłoby to niejako poza tematyką tego bloga, to raz, a dwa, kwestia wydaje mi się być wybitnie oczywista i wolałbym uniknąć jakiś… truizmów, nazwijmy to.]

Screenshooty związane z gównoburzą wynalazłem na fanpejdzu zwanym „Chatka Szamana”. Troszkę się tam rozejrzałem i… przeczytałem coś, co świadczy o pewnym niezrozumieniu. A jako, że lubię, gdy wszyscy rozumiemy pewne kwestie, postanowiłem napisać tego posta.

Ostrzegam, post będzie luźno powiązany z tematem książek (ale mimo wszystko będzie ich dotyczył, nawet, jeśli w bardzo oględny sposób), za to dotyczy polityki i etyki stosowanej.

W wielkim skrócie, Szaman omówił parę sytuacji, które jego zdaniem świadczą o „dwulicowości” lewicy. Dwie z nich pojawiły się w kontekście książkowym (trzecie dotyczyła już gier RPG i była bardzo powiązana z wydarzeniami na FB, których nie śledziłem w trakcie ich powstawania, więc nawet nie spróbuję się wypowiadać, zwłaszcza na moim blogu o książkach).

Dobrze, poniżej dwie „dwulicowe” sytuacja zdaniem Chatki Szamana:

A)

1. Nowa Fantastyka opublikowała opowiadanie Komudy w którym to opowiadaniu uderzył on w środowisko LGBT

2. Podniósł się krzyk, spora grupa osób rozpoczęła flejm pod postami NF z żądaniem przeprosin, do tego zaczęła pisać do zachodnich wydawców/pisarzy/autorów o całej sytuacji, by ci zerwali kontakt z NF. Wg tych osób prywatne wydawnictwo nie powinno publikować takiego tekstu (chociaż większość i tak nie była czytelnikami) i powinno przeprosić.

3. NF pękło, ukorzyło się, wprowadziło przeprosinowy numer, co wkurzyło wielu czytelników NF. Wtedy grupa z punktu 2 mówiła, że to prywatna decyzja prywatnego wydawnictwa i nie można z nią dyskutować.

B)

1. Z Konline został wykluczony Andrzej Pilipiuk. Za poglądy (patrz wcześniej co o tym sądzę, szczególnie z powodu tego, ile Pilipiuk dla polskiej fantastyki zrobił). Według obrońców tej decyzji była to decyzja prywatnego konwentu do którego konwent miał prawo.

2. Na Pyrkon zaproszony został Andrzej Pilipiuk. Tutaj prywatny konwent nie miał prawa do podjęcia takiej decyzji. To samo środowisko, które popierało wolność do podejmowania decyzji w punkcie 1, zawyło.

Pamiętajcie: możecie podejmować prywatne decyzje, gdy są one zgodne z ideą pewnej grupy.

Cały wywód został zakończony poniższą myślą:

Mentalność Kalego wylewa się z każdego z tych punktów.

I… no właśnie, muszę się bardzo, bardzo, bardzo mocno nie zgodzić. Po prawdzie, to dziwię się, że można czegoś tak oczywistego nie dostrzegać, ale… no cóż, najwyraźniej można. Bear with me as I am explaining.

W sytuacji opisanej jako A) mieliśmy na początku kwestię natury czysto etycznej. Znaczy, była tam taż kwestia ekonomiczna i związana z własnością prywatną, ale była ona niejako na boku. Eksponowanie kwestii ekonomicznej przy pomijaniu kwestii moralnej (znacznie ważniejszej) uważam za jakiś przykład zaślepienia, jeśli nie wręcz ignorancji.

Tak, Nowa Fantastyka jest w rękach prywatnych. I tak, ma prawo publikować to, co uzna za stosowne, kierując się dążeniem do sprzedaży jak największej ilości egzemplarzy swoim czytelnikom.

Problem w tym, że nie ma prawa, czyniąc to, łamać praw moralnych. Cześć z tych praw jest ujęta w polskim kodeksie prawnym (gdyby pan Komuda zamiast o osobach homoseksualnych, wypowiadał się w taki sposób o osobach czarnoskórych albo Żydach, nie wykluczone, że miałby na swoim karku prokuraturę). Część (w tym prawa moralne związane z odpowiednim traktowaniem mniejszości seksualnych) niestety nie.

Mówię tylko o poziomie prawnym. Na poziomie, nazwijmy to, metafizycznym, te prawa moralne dalej istnieją. Co więcej, wierzę, że moralność ma naturę obiektywną – bo ból, który zadajemy innym ludziom, gdy ją łamiemy, także istnieje obiektywnie. A celem zasad moralnych jest niwelowanie tego bólu bądź maksymalne jego minimalizacja. Z tego wynika, że moralność jest odkrywania, a nie konstruowana tak, jak dane społeczeństwo by sobie życzyło – w takim wypadku mielibyśmy do czynienia z nihilizmem i można uznać, że „no, Hitler miał swoją moralność i działał zgodnie z nią.”. I oczywiście, byłbym daleki od takiego stwierdzenia.

Kwestia A.3 jest kwestią czysto ekonomiczną. Nowa Fantastyka ma prawo wydawać takie numery, jakie chce i umieszczać w nich to, co uzna za stosowne. Potencjalni niezadowoleni klienci mogą odpowiedzieć swoim portfelem. Koniec tematu.

[Z tym wyjątkiem, iż ten numer poświęcono osobom homoseksualnym w momencie, gdy NF najpierw dopuściła, by odebrano im godność, a w dodatku w państwie, które nie uznaje ich praw. Istnieje więc tutaj pozytywny kontekst etyczny).

Sytuacja A.1? Pan autor nazwał je „uderzeniem w środowisko LGBT”, ale nie jest to obiektywny i fortunny dobór słów. To opowiadanie było po prostu, co tu dużo mówić, skrajnie homofobiczne – i ładnie proszę, korzystajmy z odpowiedniego języka, jeśli nim dysponujemy. Opowiadanko odbierało osobom homoseksualnym godność, zrównywało ich z pedofilami itp. Jestem pewien, że osoby LGBT, które je przeczytały, musiały się poczuć urażone, zranione i zmieszane z błotem. A to jest już naruszenie praw etycznych i przekroczenie granic wolności słowa. Nikt nie ma prawa sprawić, by inna istota ludzka tak się czuła. A już zwłaszcza „uznany pisarz”.

Jak więc wykazałem, obydwie sytuacje z punktu A) różnicuje kontekst etyczny, znacznie ważniejszy od prawa prywatnej własności. I pan szanowny kompletnie sobie z tego nie zdawał sprawy.

Odnosiwszy się do punktu B), powinienem zacząć od tego, że nie czytałem żadnej książki Pilipiuka i w sumie mało tę osobę kojarzę. O ile jednak się orientuję, został „bohaterem” wiadomego cyklu Kiciputka (zwało się to bodaj „Dziady polskiej fantastyki”?). Wychodzę jednak z założenia, że musiał „coś” zrobić (homofobia? Mógłby być też seksizm, rasizm lub antysemityzm, ale to by było jeszcze większe zacofanie cywilizacyjne, więc…) by zasłużyć sobie na bana na konwencie.

Jednakże, to, co dokładnie zrobił, jest nie ważne. Liczy się argumentacja Szamana. Przyjmijmy, że Pilipiuk to homofob, na potrzeby tej dyskusji (że coś ma na swoim sumieniu to rzecz dla mnie oczywista, niestety, nie wiem co to jest).

Główny problem z argumentacją Szamana jest taki, że… nie znam on definicji poglądu. W wielkim skrócie, tak, ludzie mają prawo do swoich poglądów – czy też raczej, do poinformowanej opinii. Ale nienawiść, uprzedzenia lub ignorancja NIE SĄ „poglądami” i do nich nikt nie ma prawa. Czy bronilibyśmy „prawa” do niewiedzy o ortografii języka polskiego (niestety, znam ludzi, ponoć wykształconych, którzy jej nie znają i nie chcą poznać) lub podstaw matematyki jako „pogląd”? Albo prawo do „poglądu” że „no, te czarnuchy to są okropne i mają wyp… z Polski”? Mniemam, że jednak nie. Więc jeśli Pilipiuk robi coś złego, to bronienie go, bo „no, to pogląd, a poglądy są objęte wolnością” jest a priori głupie. Naprawdę, „pogląd” to nie wszystko, co roi nam się w głowie i twierdzenie, że „wszystko jest poglądem, w tym nienawiść i ignorancja” to zwykły brak wiedzy i edukacji.

Zresztą, ze słów Szamana nie wynika jednoznacznie, że Pilipiuk nie zrobił niczego złego – tylko, że jego wady etyczne zostały przez Szamana uznane za „pogląd”. Eh…

Dobrze, nie wiem, czy Szaman to rozumie, więc może taki przykład: mamy faszystę, antysemitę, rasistę, a w dodatku osobę, która uważa, że „no, Hitler powinien ostatecznie rozwiązać kwestię polactwa”. I tak się składa, że niejako przy okazji, ta osoba pisze ładne książki. Czy powinniśmy jednak jej pozwalać na nieograniczony dostęp do mediów i traktować z wielkim szacunkiem, jako „uznanego twórcę”? Mam wielkie wątpliwości i myślę, że Szaman miałby je również.

Znaczy, możemy chyba się zgodzić, że gdybyśmy mieli takiego twórcę, to nie powinniśmy go nigdzie zapraszać, ani traktować z wielkim szacunkiem i estymą? Możemy, prawda…?

Okej, pomijając powyższe, z tą wypowiedzią mam jeszcze taki problem: Szaman zdaje się postulować jakąś „nieograniczoną wolność” (która jest problematyczna, i to wysoce, sama w sobie, ale ja nie o tym tym razem), ale tak naprawdę to jej nie postuluje. Ci sami ludzie, którzy nie widzieli niczego złego w tekście Komudy, bardzo się oburzyli na słowa naszej Noblistki, zgodnie z którymi „La Bielorussia come la Polonia„. I wtedy już nie było, że Corriere Della Sera to prywatna gazeta i ma prawo wszystko publikować, a Tokarczuk ma wolność słowa. Nie, argumentacja była zgoła odmienna.

Tak więc moim problemem z ludźmi pokroju Szamana (czyt. prawicą) nie jest to, że głoszą nieograniczoną wolność słowa, choć nawet to byłoby niewłaściwe. Zamiast tego, prawica głosi wolność słowa, która jest postawiona na głowie. A wszystko dlatego, że nie rozumie ona fundamentalnych kwestii moralnych.

Hm… gdybym ja nie rozumiał moralności, byłbym daleki od zarzucania innym ludziom „moralności Kalego”. Just saying

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s