Recenzje

[28] „The Complete Works of H.P. Lovecraft” H.P. Lovecraft – recenzja

Myślę, że Lovecrafta nie muszę przedstawiać żadnemu fantaście. Choć za życia praktycznie nieznany nikomu, po śmierci Samotnik z Providence zyskał wielki rozgłos, a Mitologia Cthulhu, którą powołał do życia na kartach swych opowiadań, stała się jednym z popularniejszych motywów wśród różnej maści fanów fantastyki, żeby choćby wymienić grę RPG Zew Cthulhu. Lovecraft w dniu dzisiejszym jest uniwersalnie znany, czytany i adaptowany. Czy są do tego powody w jego literackiej spuściźnie?

Cała owa spuścizna to krótkie formy literackie, od wielu opowiadań na paru nowelkach skończywszy. Lovecraft umarł przedwcześnie i nie napisał niczego dłuższego, ale i tak ilość (i jakość) tego co napisał robi wielkie wrażenie. W sumie jego dzieła zebrane liczą ponad 1000 „stron mojego e-czytnika” i podejrzewam, że w druku byłoby podobnie.

Autor opisywał w swoich dziełach historie kosmicznego horroru, w których ludzkość jest skazana na litościwą ignorancję, a choćby niewielkie próby zrozumienia prawdziwej natury bezlitosnego, nieludzkiego wszechświata kończą się szaleństwem, śmiercią i nihilizmem. W tym świecie istnieją okrutni (a może po prostu obcy ludzkiemu postrzeganiu w sensie absolutnym?) bogowie, których kulty towarzyszą cywilizacjom od zawsze, w tle tego, co dostrzegalne modląc się do swoich patronów i oczekując nagród w postaci potęgi i mocy w zamian za ofiary i wierność.

Choć praktycznie wszystkie opowiadania mają ten sam motyw przewodni, to ciężko powiedzieć, by lektura dzieł zebranych Lovecrafta była nużąca, wręcz przeciwnie, dzięki językowi, którym posługiwał się pisarz, każda strona jego spuścizny jest estetycznym doświadczeniem. Myślałem, że wiele kartek wypełnionych nienazwanym, bluźnierczym, spoza czasu i – to chyba moje ulubione – cyklopowym będzie z czasem wtórne i repetytywne, ale na szczęście nic takiego się nie stało.

Muszę jednak powiedzieć jedną rzecz – czytając owe opowiadania, bardzo często łapałem się na tym, że świadomość mi gdzieś odpływa i muszę wracać i czytać akapit od nowa. Dzieje się tak podczas lektury bodaj każdej książki i nie ma w tym nic złego, ale tutaj działo się to nagminnie, co parę stron. Ciężko mi powiedzieć, czemu tak intensywne zjawisko mnie spotkało podczas kontaktu z językiem Samotnika z Providence, ale jest to pewien fakt, z którym musiałem się mierzyć. Nie obniża to mojej oceny jego dzieł, ale stanowi pewien fakt, o którym, myślę, powinienem wspomnieć.

Z jednej strony ciężko nazwać Lovecrafta zaskakującym bądź trzymającym w napięciu – dużo jego opowiadań to notatki i dzienniki później napisane przez głównych bohaterów, większość intryg jest także oczywista dla czytelnika, nawet jeśli nie dla protagonistów – ale również to nie jest nużące. Myślę, że czytając tego pisarza, podświadomie oczekujemy potworności i szaleństwa i tak długo, jak to otrzymujemy, tak długo jesteśmy zadowoleni.

Kompletne dzieła autora uważam za ciekawą podróż czytelniczą. Praktycznie nie było tu niczego, co by mi się nie spodobało, a parę historii (słynny Zew Cthulhu, Cień spoza Czasu, W górach szaleństwa, Kolor z przestworzy) osiągnęły prawdziwe mistrzostwo. Boleję nad faktem, iż pisarz umarł przedwcześnie, myślę, że gdyby przeżył jeszcze z 20 lat więcej, byłby w stanie stworzyć kolejne arcydzieła, które zachwycałyby następne pokolenia czytelników.

Typowa fabuła utworów Lovecrafta wygląda następująco – pewna osoba spisuje swe wspomnienia z wydarzeń, które wstrząsnęły jej psychiką i naraziły na kontakt z nieznanym i bluźnierczym. Wielkim wysiłkiem, a niekiedy przy pomocy szczęścia, protagoniście (chyba nie było ani jednej kobiecej bohaterki, jak teraz o tym myślę?) udaje się zażegnać niebezpieczeństwo w postaci Mitycznych istot i spisków, częstokroć lądując w wyniku owego starcia w szpitalu psychiatrycznym i/lub ukrywając prawdę przed resztą świata w celu ochrony niewinnych istnień. Niekiedy dzienniki były pisane przez przyjaciół tych ludzi, którzy polegli w walce z nienazwanym i niepojętym i wtedy zazwyczaj wydarzenia kończyły się tragicznie dla tych, którzy byli w nie uwikłani. Choć schemat ten powtarza się wielokrotnie, ponownie, nie mógłbym uznać go za nudny, choć możliwe, że byłby taki w przypadku napisania przez mniej utalentowanego pisarza.

Mam jeszcze parę zastrzeżeń odnośnie recenzowanej książki, nawet, jeśli nie wpływają one na moją finalną jej ocenę. Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest to, że Lovecraft pisał o zdrowiu psychicznym w bardzo… specyficzny sposób. Ciężko mi powiedzieć, na ile to kwestia epoki i wiedzy medycznej w czasach, w których tworzył, a na ile brak researchu (który być może był utrudniony bez Internetu), ale u tego autora występują tak naprawdę tylko dwa stany zdrowia psychicznego. Pierwszy to absolutne zdrowie i zdolność do kompletnego kierowania swoim życiem, drugi to zaś potrzeba wieloletniej opieki zdrowotnej, gdyż życia bohaterom się rozpada, a oni sami stają się kompletnie obłąkani i szaleni w każdym znaczeniu tego słowa. Tak naprawdę zdrowie psychiczne istnieje na pewnym spektrum i sytuacje, które nagminnie opisywał Lovecraft zdarzają się w medycynie bardzo rzadko – wiem to z pierwszej ręki jako pacjent psychiatryczny. Tak więc wizja obłędu o Samotnika z Providence to nie tylko brak prawdy, ale także coś, co można wręcz nazwać szkodliwym.

Serio, bardzo mnie ciekawi, czy pisarz choć raz odwiedził szpital psychiatryczny bądź rozmawiał z jakimś psychiatrą. Będąc szczerym, powątpiewam w to.

Drugą kwestią jest przedstawianie okultystów w negatywnym świetle. Znałem kiedyś jednego okultystę-neopoganina, sam zaś jestem ezoterykiem i wiem o magii rzecz lub dwie. Z pewnością nie jest ona tak szkodliwa, demoniczna, satanistyczna i amoralna, jak kapłani Kościoła Katolickiego chcieliby, żeby była. I znowu, widzę tutaj wielki brak researchu, choć u Lovecrafta Bóg judeo-chrześcijański nie istnieje, to wizja okultyzmu jest czymś niebezpiecznym, wstępem do Ciemnych Sztuk i całkowitym oddaniem się bóstwom Mitologii Mitów. Znowu, jest to dalekie od prawdy i być może szkodliwe.

Niemniej jednak rozumiem, że autor mógł żyć w innych czasach i mieć w związku z tym perspektywę bardzo odmienną od tej, którą mamy w 100 lat po jego żywocie. Troszkę mnie powyższe kwestie irytowały w czasie lektury, ale nie potępiłbym tej książki z tego względu. Była to bardziej świadomość gdzieś z tyłu głowy niż coś, co dawało po oczach.

Podsumowując, lektura dzieł zebranych Lovecrafta bardzo przypadła mi do gustu. Pisarz niewątpliwie stworzył coś oryginalnego i ponadczasowego, a bez jego spadku literackiego nie wyobrażam sobie współczesnej fantastyki. Samotnik z Providence po prawie 100 latach dalej fascynuje i przyciąga, a jego pisarstwo na stale wpisało się do kanonu. Są powody, by go czytać i dla których jest aż tak popularny. Wystarczy sięgnąć po jego spuściznę (która jest w domenie publicznej) by się o tym przekonać.

Ocena: Wow! 5/5
Ocena: Wow! 5/5

DANE O KSIĄŻCE:

Tytuł: The Complete Works of H.P. Lovecraft

Autor: H.P. Lovecraft

Stron: ebook

Wydawnictwo: Arkham Archivist

Rok: 2010

Oprawa: ebook

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s