Recenzje

[24] „Zakon Mimów” Samantha Shannon – recenzja

[Uwaga! Recenzuję kolejną książkę z cyklu. Mogą się pojawić spoilery z poprzednich części.]

Zakon mimów to druga, po Czasie żniw, książka Samanthy Shannon dziejąca się w okrutnym i dyskryminującym jasnowidzów świecie Sajonu. W pierwszej części Paige, główna bohaterka, została porwana z ulic Londynu do obozu Szeol I, gdzie poznała prawdę o tym, komu naprawdę służy Sajon i przeprowadziła z pomocą Naczelnika powstanie. Co dzielnej dziewczynie przyniesie przyszłość?

Już od samego początku Zakonu Paige ma wiele problemów. Z ludzi, których ocaliła z Szeolu, ledwie garstce udaje się uciec przez strażnikami i ich bronią. Tylko paru osobom udało się dostać do Londynu, gdzie muszą się ukrywać, a sama Paige zmienić swój wizerunek, gdyż Sajon podał do publicznej wiadomości ich twarze oraz imiona wraz z listą zbrodni, których mieli się dopuścić. Cała metropolia tropi więc uciekinierów, których oblicza ciągle są wyświetlane w programach informacyjnych.

Jakby tego było mało, protagonistka musi się poważnie zastanowić, co uczynić z wiedzą, którą pozyskała w obozie dla jasnowidzów. Teraz, gdy jest świadoma, iż to rasa Reifatów stoi za wszystkimi działaniami Sajonu i to od niepamiętnych czasów, musi jakoś przekazać informacje o tym, jak wielkie zagrożenie te istoty stanowią dla mniejszości, do której należy. Czy jednak ktokolwiek jej uwierzy? Co miałaby powiedzieć? „Istnieją Międzyświaty, o których nic nie wiemy, pochodzą z nich olbrzymy o potężnych zdolnościach jasnowidzenia, żywią się one aurami, a Sajon to marionetkowy rząd na ich usługach”? A i jeszcze „piją krew jak wampiry”? Nikt nie dałby wiary owym pogłoskom.

Dodatkowo, sytuację Paige komplikuje fakt, iż jej mim-lord, Jaxon Hall, wcale nie kwapi się, by jej pomóc w poinformowaniu podziemia Sajon Londynu o zagrożeniu. Zdaniem Jaxa, Paige powinna dać sobie spokój, syndykat powinien egzystować jak dawniej, a skoro przez tyle lat nikt nie wiedział niczego o przybyszach z innego świata, to i teraz ta wiedza nie jest nikomu niezbędna. Jako, że Paige jest zależna finansowo od Jaxa, a także ze względu na to, że ma on na nią parę haków, których nie zawaha się wykorzystać, gdy ta mu się wyraźnie sprzeciwi, jej sytuacja jest nieciekawa. Jak więc widać, protagonistka musi ostrożnie planować wszystkie swoje działania, gdyż stąpa po cienkim lodzie – na więcej niż jednej płaszczyźnie.

Jeśli mam być szczery, to czytanie tego tomu cyklu bardzo mi rozjaśniło w głowie to, jak wyglądało zwykle, codzienne życie Paige przed porwaniem do Szeolu. W Czasie żniw obserwowaliśmy ją w bądź co bądź nietypowej sytuacji, w której znalazła się wbrew swojej woli. W Zakonie mimów autorka daje nam bardzo dobre pojęcie na temat tego, jak wyglądała codzienność głównej bohaterki przed początkiem cyklu. Lepiej także rozumiemy pojęcie „mim-zbrodni” i to, jak ona działa. Wszystko to daje nam kontekst potrzebny, by mieć lepsze pojęcie o cytadeli Sajon Londyn, tego, jak żyją w niej jasnowidze i jak starają się zrobić dla siebie trochę miejsca w nieprzyjaznym im świecie. Uważam, że to bardzo ważna perspektywa, która jest nam potrzebna, by zrozumieć fikcyjny świat Sajonu.

Inną ciekawą perspektywą jest być może krótkie, ale jednak potrzebne wyjaśnienie Międzyświatów, historii rasy Reifatów, Okaleczonych i tego, skąd się wzięli przerażający Emmici, udzielone Paige przez Naczelnika. Widać, że Samantha Shannon dobrze to wszystko sobie przemyślała i obmyśliła. Ten fakt także jest czymś, co zwiększa przyjemność z obcowania z światem, który pisarka stworzyła na potrzeby swoich książek. Uważam, że seria o Harrym Potterze była równie dobrze przemyślana i w miarę jak się ją czytało, stawało się to coraz bardziej oczywiste. Myślę, że teraz lepiej rozumiem, czemu autorka Czasu żniw była początkowo nazywana „drugą J.K. Rowling”.

Muszę powiedzieć, że Samancie Shannon udało się utrzymać wysoki poziom, który osiągnęła w pierwszej części swojego cyklu. Język powieści jest przepiękny, dialogi napisane z pomysłem i klasą, emocjonujące sceny akcji przeplatają się z powolniejszymi, które pozwalają nam lepiej poznać bohaterów, ich perspektywy oraz wzajemne relacje. Wszystko tutaj jest estetyczne, zajmujące i wspaniałe, zarówno książka rozumiana jako całość jak i jej wszystkie elementy składowe. Nie mogę wyjść z zachwytu, jeśli mam być szczery.

Podsumowując, jestem na tak, jeśli chodzi o Zakon mimów. Autorce udało się powtórzyć swój niewątpliwie udany debiut, jednocześnie rozbudowując i pogłębiając świat przedstawiony. Język, którym napisano książkę nie przestaje mnie zachwycać, nie mam także absolutnie żadnych zastrzeżeń odnośnie jej fabuły. Nienawistne państwo Sajonu i jasnowidze, którzy starają się w nim jakoś ułożyć własne życia znowu wciąga bez reszty.

Ocena: Wow! 5/5
Ocena: Wow! 5/5

DANE O KSIĄŻCE:

Tytuł: Zakon mimów

Tytuł oryginału: The Mime Order

Autor: Samantha Shannon

Stron: 541

Wydawnictwo: SQN

Rok: 2015

Oprawa: miękka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s