Recenzje

[22] „Czas żniw” Samantha Shannon – recenzja

Czas żniw to debiutancka książka jednej z moich ulubionych pisarek, jaką jest Samantha Shannon. Została wydana po angielsku w 2013 roku przez Bloomsbury Publishing, to samo wydawnictwo, które wydało w Zjednoczonym Królestwie serię Harry Potter. Jako, że obydwa cykle składają się z 7 tomów (lub mają się składać, w przypadku Czasu), sama Samantha szybko została okrzyknięta nową J. K. Rowling. Czy zasłużenie?

Główną bohaterką Czasu żniw i osobą, z której perspektywy prowadzona jest narracja, jest Paige Mahoney, 19-letnia jasnowidzka pracująca w gangu zwanym Siedem Pieczęci. Paige posiada niezwykle cenny i rzadki dar – należy do ostatniej kategorii jasnowidzów i jest tzw. śniącym wędrowcem, który potrafi opuszczać swój senny krajobraz (długo by tłumaczyć, co to jest, ale możemy to nazwać z braku lepszej nazwy umysłem) i odwiedzać inne senne krajobrazy, należące do innych ludzi.

Największym problemem, z którym mierzy się protagonistka i cała społeczność jasnowidzów, jest to, że w wielu krajach Europy, wliczając w to Wyspy Brytyjskie, rządzi Sajon, totalitarne państwo zwalczające wszelkie przejawy „odmienności”, czyli jasnowidzenia właśnie. Sam fakt, że jasnowidze żyją, jest już przestępstwem. A to, że Paige i jej przyjaciele trudnią się tzw. mim-zbrodnią (czyli jasnowidzeniem jako źródłem dochodu), jest już zdradą nad zdrady.

Właściwa akcja książki ma miejsce w Szeolu 1, ukrytej przed światem koloni karnej, w której przetrzymuje się jasnowidzów. Przebywający tam odmieńcy są odizolowani od społeczeństwa Sajonu, ale także wspólnie tworzą rodzaj „latarni”, która przywołuje do jednego miejsca Emmitów, potwory żywiące się ludzkim mięsem. Zadaniem części jasnowidzów w Szeolu – tzw. czerwonych – jest walka z Emmitami.

Znacznie ciekawszym konceptem od Emmitów – którzy owszem, są przerażający i w książce była z nimi jedna albo dwie zgrabnie napisane sceny akcji – są Rafaici, tajemnica rasa zamieszkująca Międzyświaty. Te olbrzymy-jasnowidze przeprowadziły 200 lat przed akcją książki – która ma miejsce w roku 2059 – cichą inwazję, której efektem było powstanie Sajonu i od tamtej pory pociągają za sznurki, samymi będąc w cieniu. Jeśli Paige ma zamiar wydostać się z Szeolu, do którego trafiła, to będzie musiała przeciwstawić się Rafaitom, będąc na straconej pozycji. Czy można walczyć z nieśmiertelnymi, kiedy nie tylko nie ma się broni, ale nawet tak podstawowa rzecz jak dostęp do żywności jest bardzo ograniczona?

Skoro już o Refaitach mowa, muszę wspomnieć o postaci Naczelnika. To narzeczony Nashiry, władczyni krwi, Refaita o enigmatycznych motywach i celach. W miarę, jak akcja książki się rozwija, Paige musi postarać się zrozumieć swojego opiekuna, poznać go tak dobrze, jak to tylko możliwe. Od tego także zależy jej przetrwanie i szansa na ucieczkę. Nie będzie chyba wielkim spoilerem jeśli napiszę, że ostatecznie chęć poznania swojego wroga zamienia się w bardzo dobrze rozpisany i przeprowadzony romans, który jest jedną z wisienek na torcie Czasu żniw.

To, co bardzo mi się podobało w czasie lektury książki, to retrospekcje, którymi Shannon odgrodziła od siebie sceny w Szeolu. Poznajemy dzięki nim lepiej Paige, jej historię, relacje ze swoim gangiem jak i jego członków. Dzięki temu mamy szansę na zrozumienie nie tylko zasad panujących w koloni karnej – co, przyznajmy, jest sytuacją nadzwyczajną – ale także cytadeli Sajon Londyn, tego, jak do Sajonu została włączona Irlandia, czy też więzi Mahoney z Nickiem, jej najlepszym przyjacielem. Owe retrospekcje bardzo urozmaiciły książkę, dały nam szersze wejrzenie w jej świat, jak i to, kim była Paige zanim zaczęła zajmować się mim-zbrodnią. Pomysł ich umieszczenia w woluminie uważam za jeden z ciekawszych konceptów, którymi wykazała się Samantha Shannon.

Pisząc recenzję Czasu żniw, nie mógłbym pominąć oczywiście języka, którym się posłużyła autorka. Opisy są niezwykle plastyczne, estetyczne, rozbudowane i na miejscu. Sam język, którym Shannon się posługuje, jest przyjemny w odbiorze i na najwyższym możliwym poziomie. Gdybym nie był w 100% pewien, że Czas jest powieścią-debiutem, uznałbym, że został napisany przez pisarkę, która ma na swoim koncie już inne dzieła i jest bardzo uznana w środowisku literackim. Wprost nie chce się wierzyć, że coś tak dobrego pod względem warsztatu mogło być czyjąś pierwszą powieścią. Jestem pod wielkim wrażeniem, naprawdę.

Muszę jeszcze napisać jedną rzecz – Czas żniw wydaje mi się być bardzo queerową książką, nawet jeśli technicznie rzecz ujmując jedyna postać homoseksualna w niej jest na drugim planie. Jasnowidze, tępieni i ścigani tylko za to, że się urodzili odmienni, mroczne, faszystowskie państwo, które stoi na straży „porządku moralnego”, w którym nie ma dla nich miejsca, zesłanie „odmieńców” na wygnanie – to wszystko, zwłaszcza w dniu obecnym, gdy Węgry zakazały „promocji homoseksualizmu” jawi mi się jako metafora doświadczeń osób LGBT, choćby w historycznym kontekście nazizmu. Sama Samantha Shannon po latach ujawniła się jako queerowa kobieta, ale przeczytawszy Czas żniw ponownie, wydaje mi się, że można to było wyczytać między wierszami jej książek na długo, nim sama pisarka zdała sobie sprawę z własnej seksualności. Nie ukrywam też, że jako osoba homoseksualna, bardzo mi się podoba taka możliwość interpretacji tego dzieła, jak i fakt, że w świecie wykreowanym przez autorkę znalazło się miejsce na istnienie mniejszości seksualnych. Zazwyczaj twórcy o tym zapominają w 9 przypadkach na 10.

Podsumowując, moje wrażenia po lekturze Czasu żniw są bardzo pozytywne. Samantha Shannon stworzyła bardzo oryginalną wizję, w której zamiast magii i Wielkiego Złego mamy jasnowidzów w niedalekiej przyszłości, którzy walczą z faszystowskim państwem i rasą, która nim kieruje zza kulis. Język powieści, dialogi, rozwój fabuły, psychika i relacje bohaterów, kreacja świata powieści – wszystko to jest na najwyższym możliwym poziomie, tworząc porażająco dobrą mieszankę. Choćbym chciał, nie miałbym się do czego przyczepić. Polecam tę książkę każdemu fanowi fantasy, zwłaszcza takiemu, któremu czarodzieje walczący ze smokami już się znudzili. Niewątpliwie Czas żniw wart jest czytania, a historia Paige – poznania.

Ocena: Wow! 5/5
Ocena: Wow! 5/5

DANE O KSIĄŻCE:

Tytuł: Czas żniw

Tytuł oryginału: The Bone Season

Autor: Samantha Shannon

Stron: 513

Wydawnictwo: SQN

Rok: 2013

Oprawa: miękka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s