Recenzje

[6] “Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery – recenzja

Ania z Zielonego Wzgórza to bardzo popularna kanadyjska książka, opisująca życie małoletniej, tytułowej Ani Shirley i jej przygody w urodziwym Avonlea. Pomimo tego, że książkę tą omawia się w szkole podstawowej, ja sam przeczytałem ją po raz pierwszy dopiero teraz. Czy i mnie uwiodła młoda Ania i co o niej myślę?

Mój egzemplarz powieści wydało wydawnictwo Greg w serii Kolorowa Klasyka. Oznacza to, że książka ma twardą okładkę i ilustracje w środku. O ile „twardookładkowość” bardzo mnie cieszy, o tyle mam pewne zastrzeżenia do ilustracji. Nie są one jakieś okropne i koszmarne, ale ciężko mi je także nazwać jakimś szczytem artyzmu i techniki rysunkowej. Ciężko mi powiedzieć, jak odebrane zostałyby przez grupę docelową, to jest dzieci w podstawówce, ale gdyby tę książkę wydano bez żadnych grafik, to chyba nie wpłynęłoby to znacząco na mają finalną jej ocenę.

Przejdźmy do kwestii fabularnych. Akcja powieści dzieje się w Avonlea, fikcyjnej malutkiej zbiorowości ludzkiej gdzieś na Wyspie Księcia Edwarda w Kanadzie. W tej malowniczej krainie żyją sobie Maryla i Mateusz Cuthbertowie, starzejące się rodzeństwo. Jako, iż potrzebują dodatkowej pary rąk do pracy w swoim gospodarstwie, tytułowym Zielonym Wzgórzu, postanawiają za pośrednictwem znajomej zaadoptować chłopca do pomocy. Niestety, następuje pomyłka i zamiast chłopca Cuthbertowie otrzymują 11-letnią, szczupłą, rudowłosą i piegowatą dziewczynkę imieniem Ania (koniecznie nie Andzia!).

Początkowo Maryla chce oddać Anię do sierocińca – Mateusz jest innego zdania – ale po bardzo krótkim czasie przekonuje się do tego rozgadanego, marzycielskiego i inteligentnego dziecka. Podjęta zostaje decyzja i Ania zostaje w Zielonym Wzgórzu, ku jej wielkiej radości.

Ania rozpoczyna więc swoje życie w Avonlea. Bardzo szybko zaprzyjaźnia się z Dianą, jej rówieśniczką, która zostaje jej bratnią duszą. Inną ważną postacią, która się ciągle przewija przez powieść, jest Gilbert Brythe, który chcąc zażartować, nazwał Anię „marchewką”. Jako, że dziewczyna jest bardzo wyczulona na punkcie swojego wyglądu – uważa, że piegi i czerwone włosy ją szpecą – gniewa się na niego bardzo i poprzysięga w duchu, by nigdy o nim nie wspominać (a jednocześnie, by być od niego lepszą w szkole).

Ania, jako dziewczę o naturze marzycielki, nieco roztrzepane i niepamiętliwe, co i rusz wpada w jakieś problemy. A to zafarbuje sobie włosy na zielono zamiast na czarno, a to doda kropli walerianowych do ciasta zamiast wanilii, a to wmówi sobie, że lokalny lasek jest zawiedziony przez duchy i biegnie przezeń z bijącym ze strachu sercem w ciągu nocy.

Zgodnie z tekstem z tyłu książki „z Anią nie sposób się nudzić”. Czy to prawda? Mam niestety swoje wątpliwości. W świecie Ani dużo się dzieje, częstokroć z jej winy, ma ona także bujną wyobraźnię i jest bardzo gadatliwa, ale niestety, to książka nie uwiodła mnie tak bardzo, jak by mogła.

Czemu? Wydaje mi się, że mogłaby być lepiej napisana. Choć rzeczywiście, Anię spotykają różne przygody, to ciężko jest nazwać tę książkę dynamiczną, taką, która wciąga i nie pozwala od siebie odejść choćby na krok. Niestety, również i postaci fikcyjne nie przywiązują do siebie na tyle mocno, by płakać gdy cierpią bądź cieszyć się, gdy ich żywot jest radosny. Ciężko tu także o skupienie się na ich psychice i choć posiadają pewne ogólnie zarysowane cechy charakteru, to nie mogę powiedzieć, by poświęcono mu więcej uwagi i namysłu.

Także opisy w powieści nie porywają i są ledwie dobre, zamiast wyśmienite. Nie mamy więc tu skupienia się na bogatej psychice postaci, język jest taki sobie, akcja nie wciąga, a los bohaterów nie sprawia, że serce nam dygoce. I to pomimo tego, że na sam koniec powieści jedna z postaci ginie, a drugiej grozi trwałe kalectwo!

Pomijając takie uniwersalne kwestie, mam też wrażenie, że ta książka jest, no cóż, nieco przestarzała. Krople walerianowe, dziecko chore na krup, bank należący do jednego człowieka – współczesny czytelnik zostaje sam z owymi archaizmami, gdyż niestety nie dołączono dopisków od tłumacza/wydawnictwa odnośnie tego, co i jak wyglądało te 100 lat temu po drugiej stronie Oceanu Atlantyckiego. Dorosły człowiek jest w stanie to jakoś przeczytać i zrozumieć, ale czy poradzi sobie z tym dziecko urodzone w XXI wieku? Mam wątpliwości.

Nie wiem także jak skomentować fakt, że Ania… jest adresowana do młodszych czytelników, a pojawiają się w niej – i to więcej niż jeden raz – takie wyrażenia jak „liberał” i „konserwatysta”. Dzieci w podstawówce nie interesują się polityką i nie mogą się nią interesować, więc taki język będzie dla nich bardzo konfundujący. Jak dorośli mają im go wyjaśnić, skoro polityka nie znajduje się w doświadczeniu dzieciństwa?

Skoro już mówimy o języku powieści, to niestety, tłumaczka mogłaby ją przetłumaczyć trochę lepiej. Część imion jest podana w języku polskim, część – po angielsku, do tego dochodzą oryginalne nazwiska. Zrozumiałbym podanie w oryginale imienia głównej bohaterki, ale „Maryla Cuthberth” odnośnie postaci anglojęzycznej brzmi, no cóż, średnio. Podobną konfuzję widać w nazwach niektórych miejscowości – dużo jest podanych po angielsku, ale nie wiedzieć czemu pojawiają się tu również swojsko brzmiące Białe Piaski (w Kanadzie, przypomnę). Najbardziej chyba na nerwy działało mi nie tylko przetłumaczenie imienia jednego z chłopców ze szkoły Ani, ale także zdrobnienie go do „Karolka” – za każdym razem gdy ta postać się pojawia, tak właśnie jest tytułowana.

Problemy, które opisałem w ostatnich trzech akapitach nie wpływają znacząco na moją ocenę powieści, ale niestety, nawet bez ich uwzględnienia ciężko nazwać to dzieło wybitnym. Ciężko mi powiedzieć, czy to ja jestem za stary, by Ania mnie uwiodła, czy może to świat się zmienił przez te ponad 100 lat od publikacji powieści – na podobnej zasadzie Nad Niemnem zostało kiedyś uznane za arcydzieło, a teraz opinie o tej książce są bardzo chłodne. Niezależnie jednak od wszystkiego, Ania z Zielonego Wzgórza pozostaje książką, którą można przeczytać i nie jest to torturowanie czytelnika, ale nie będzie to również żadne objawienie literackie. Czytając tę powieść, spodziewałem się, że pochłoną mnie postaci, opisy i akcja, a niestety, świat przedstawiony mnie nie zachwycił bez reszty, choć taką miałem nadzieję.

Ostatecznie uważam, że Ania z Zielonego Wzgórza zasługuje na ocenę 3 w 5 stopniowej skali. Całkiem niezłą, ale także ledwie niezłą. Myślę, że to sprawiedliwy osąd, ale czai się w nim także nuta rozczarowania.

Ocena: Hmm...3/5
Ocena: Hmm… 3/5

DANE O KSIĄŻCE:

Tytuł: Ania z Zielonego Wzgórza

Tytuł oryginału: Anne of the Green Gables

Autor: Lucy Maud Montgomery

Stron: 347

Wydawnictwo: Greg

Rok: 2020

Oprawa: twarda

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s